wtorek, 4 października 2011

.11

upalne dni minęły jak mniemam bezpowrotnie. w sklepach na półkach, wieszakach i witrynach moszczą się powoli płaszcze, sweterki, ciepłe buty. drzewa przez okna zaglądają do wnętrz domów. widząc co rano jakie stroje wybieramy na dzień, zrzucają liście jakby chciały tym rozbieraniem odwołać zimę. od wieków robią to samo i nadal nie nauczyły się, że tylko sobie szkodzą.
lecz przyznam- przyjemnie jest szurać butami po złoto czerwonym dywanie, który wyślieliły nam właśnie nasi naiwni przyjaciele. oddycham głęboko. wciągam w płuca powietrze czując, że z latem zobaczymy się dopiero za rok.
liście w tym czasie, zawistnie uprzedzone, odprawiają czary i tańce z wiatrem na czele.
słońce już nie razi tak bardzo.
uśmiecham się.
ostatni październikowy dzień lata.

1 komentarz:

  1. fajne :) nic więcej dodawać nie muszę więcej takich opisów do czytania i też będę się uśmiechał jak przeczytam znów takie coś

    OdpowiedzUsuń