nie jestem z tych co czekają z gorącym obiadem. nie jestem z tych co podsuwają pod nos kapciuszki. nie jestem nadgorliwa a i tak wiem, że On mnie kocha.
witam go w drzwiach z uśmiechem na ustach. całuję go po cieżkim dniu pracy, pytając dlaczego dzień był beznadziejny i kto jest temu winien. myję mu plecy, przynoszę szlafrok. myję po nim talerz i serwuję mocno schłodzone piwo prosto do ręki. pozwalam, bez zająknięcia, na grę komputerową bazujacą na walkach między czołgami. nie wchodzę mu w drogę gdy ma pochmurna minę.
za to chyba można kochać?
zdecydowanie!
ale nie tylko ja się naginam do jego kiepskiego humoru.
taka nasza mała symbioza.
yyyy może kiedyś tego zaznam hehehe na razie jak to się mówi nie było mi to pisane chociaż nie wierzę w przeznaczenie to tak mogę sobie powiedzieć
OdpowiedzUsuń