wtorek, 4 października 2011

.12

nie jestem z tych co czekają z gorącym obiadem. nie jestem z tych co podsuwają pod nos kapciuszki. nie jestem nadgorliwa a i tak wiem, że On mnie kocha.
witam go w drzwiach z uśmiechem na ustach. całuję go po cieżkim dniu pracy, pytając dlaczego dzień był beznadziejny i kto jest temu winien. myję mu plecy, przynoszę szlafrok. myję po nim talerz i serwuję mocno schłodzone piwo prosto do ręki. pozwalam, bez zająknięcia, na grę komputerową bazujacą na walkach między czołgami. nie wchodzę mu w drogę gdy ma pochmurna minę.
za to chyba można kochać?
zdecydowanie!
ale nie tylko ja się naginam do jego kiepskiego humoru.
taka nasza mała symbioza.

1 komentarz:

  1. yyyy może kiedyś tego zaznam hehehe na razie jak to się mówi nie było mi to pisane chociaż nie wierzę w przeznaczenie to tak mogę sobie powiedzieć

    OdpowiedzUsuń