nie wiem dla kogo piszę. chyba dla siebie. by zeszło ze mnie ciśnienie i nerwy. narastająca frustracja spowodowana całą sprawą wyprowadzki musi się gdzieś ulotnić... przelewam więc wszystko tutaj. ubieram w ładne słowa te nieposkładane myśli... staram się by udowodnić samej sobie iż nie jestem jedynie wulgarną, rozkrzyczaną, skrajnie rozdartą młodą kobietą.
czy ma to wogóle jakikolwiek sens? wątpię.
ale i tak mi lżej na sercu.
tori amos-pretty good year

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz