Minęło 10 lat.
10!
Wiecie, ten dom do którego mieliśmy się wprowadzać… nadal w nim mieszkamy.
Przewinęło się przez niego mnóstwo ludzi. Mieliśmy czworo współlokatorów, niezliczonych gości. Dom widział radość, łzy, złamane serca, wzloty, upadki, szaleństwo, miłość i wojnę.
Wypełniliśmy go naszymi gratami które zbierają kurz. Niektórych rzeczy już nie ma. Tak jak nie ma już niektórych ludzi. Tych kochanych co odeszli na dobre i tych egoistów którzy odeszli w gniewnym uniesieniu obnosząc się złością na nowo zawiązane przyjaźnie.
Nastała również globalna pandemia. Dom był wtedy naszą twierdzą. Nasza ostoją i bezpieczeństwem.
Ten sam dom stał się te domem dla nowego lokatora. 5 lat temu pojawił się i skradł nasze serca bezpowrotnie. Śpi teraz obok i chrapie. Pewnie rano w drodze do szkoły powie mi że mnie kocha. Zapewne wcześniej nakrzyczy że nie chce zakładać mundurka.
Dom okazał się być naszym wybawieniem. Widać domu było nam trzeba.
10 lat.
Tęskniłam.

